Przez ostatnie 3 tygodnie intensywnie pracowałam nad haftem. Tym razem nie haftowałam dla siebie a dla jednego z krakowskich teatrów. Wykonałam hafty na stójce oraz mankietach. Uprzedzę jednak komentarze – nie jest to rekonstrukcja historyczna tylko kostium teatralny. Do haftu użyłam złotych nici grubości ludzkiego włosa oraz bajorka. Bajorek teoretycznie miał mieć grubość 1mm, ale miał mniej. Igła, która bez problemu przechodziła przez bajorek 1mm okazała się za gruba. Trochę musiałam pobiegać po krakowskich pasmanteriach w poszukiwaniu odpowiednio cienkiej igły, przy okazji wprawiając panie sprzedawczynie w zakłopotanie bo z bajorkiem, (który miałam ze sobą, bo przed zakupem igieł musiałam je przetestować czy przejdą) spotykały się po raz pierwszy. Na szczęście udało mi się kupić odpowiednio cienkie i mocne igły (wzięłam cały zapas, którym było aż jedno opakowanie). Ktoś może zapytać czemu nie kupiłam igieł do koralików. Tak, igły do koralików są cieniutkie i przechodziły przez bajorek, ale były za wiotkie i wyginały się przy przechodzeniu przez dość gęsto tkany materiał. To był pierwszy haft, który wykonywałam pod lupą. Na razie (tfu tfu odpukać) na wzrok nie narzekam, ale tu była potrzebna precyzja. Nawet pół milimetra robiło widoczną różnicę. Lupa, cienka igła, linijka i ostre nożyczki – bez tego nie dało się wykonać tego haftu. Haft przechodzi w ręce teatralnej pracowni krawieckiej a mnie pozostaje czekać na zdjęcia gotowego kostiumu i premierę, która odbędzie się w lutym.
P.S. Spotkał się ktoś z linijką, która ma podziałkę w połówkach milimetrów? Bardzo by mi się taka przydała. Musiałam te połówki przycinać na oko.



