Tamborek

Dzisiaj ciąg dalszy rozważań na temat tamborków i mój ulubieniec. Tamborek z podstawką. Już kiedyś pisałam, że mam problem z nadgarstkiem i ciężko mi utrzymać przedmioty w lewej ręce. Boli przy dłuższym trzymaniu tamborka. A skoro boli to haftowanie nie sprawia przyjemności tak jak powinno. Podejrzewam, że nie jestem/nie byłam w tym odosobniona, ponieważ wymyślono masę różnych wspomagaczy. I znalazłam ten swój wspomagacz idealny.

Zalety:

1. Nie trzeba go trzymać w dłoni,
2. Pracuje się na nim wygodnie zarówno stawiając go na stole jak i na kolanach
3. Jest ruchomy, więc bez problemu można się dostać do lewej strony haftu
4. Można haftować na dwie ręce, bo obie są wolne.
5. Ma historyczny wygląd, więc mogę go zabierać na reko wyjazdy.

Jeśli chodzi o wyjazdy to jest moim stałym elementem dekoracyjnym i mam zaczęty jeden haft, który zabieram ze sobą do haftowania przy turystach. Śmieję się, że jeśli ten haft kiedyś skończę to jednocześnie skończą się moje reko wyjazdy, więc się z nim za bardzo nie spieszę. W domu używam go do haftów współczesnych, ale wiadomo, że takiego na rekonstrukcję nie zabiorę.

Wady:

W zasadzie tylko jedna – tamborek i podstawa są ze sobą kompatybilne. Nie da się na niej innego tamborka zamontować.