30. Miarka – odsłona VI

Od samego rana leje (nie pada tylko leje jak z cebra). Nawet nie poszliśmy na zakupy bo w taką pogodę to i przysłowiowego psa się nie wygania z domu. Dobrze, że jakieś zapasy jedzeniowe jeszcze w domu są. Zaraz nastawiam drożdże na chleb, bo chyba na kolację kupnego chleba nam braknie.
Młodszy zasnął a ja razem z nim. Ale na szczęście starszy mnie obudził, bo coś mu się w komputerze „zepsuło”. No to już nie zasnęłam tylko usiadłam przy krośnie. I skończyłam tygryska.
Niech sobie bryka na miarce na zdrowie 🙂

Jeden komentarz do “30. Miarka – odsłona VI”

Możliwość komentowania została wyłączona.