Warszawa

Jak już wczoraj pisałam, ostatni weekend spędziłam w Warszawie. Sobotę przetańczyłam na III Balu Fontany dei Pazzi, niedzielę zarezerwowałam na zwiedzanie miasta. Na liście miałam 3 muzea, ostatecznie jak weszłam do Muzeum Warszawy to już tam zostałam. Nie ma to jak zwiedzanie bez rodziny. Nikt mnie nie poganiał, więc mogłam się tam szwendać przez 3 godziny z hakiem, robiąc przy okazji 269 zdjęć. Gdyby mnie nie bolały nogi po przetańczonej nocy pewnie łaziłabym tam dłużej, ale już musiałam gdzieś usiąść. Do muzeum jeszcze wrócę, bo czuję niedosyt. Okazja będzie, bo coś się ostatnio dziwnie poukładało w kalendarzu, że w najbliższych tygodniach często będę odwiedzać to miasto. Efektem tego jest przekopanie się poprzez zapasy materiałów i wyciągnięcie gazy. Kto był w muzeum i widział stroje na ekspozycji to już pewnie wie, która suknia wpadła mi w oko ? Suknia jest z 1815 roku. Może uda się ją skończyć i założyć na tegorocznym Waterloo?