Trafiła mi się wolna niedziela. Znaczy rodzinka wybrała się na rowery a ja zostałam w domu. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam sama. A jak wykorzystać taki czas? Oczywiście na zrobienie czegoś tylko dla siebie i tylko dla przyjemności. Jakoś cekiny same wpadły mi w ręce. A dokładniej to wysypały się jak poszłam posprzątać w pracowni. A skoro już się wysypały…. Kiedy zbierałam je z podłogi przyszła wena. Przejrzałam zapasy przydasiów wszelkiej maści i poszłam na żywioł. Bez planowania, bez rysowania wzoru, ot tak, z wolnej ręki zaczęłam tworzyć. Jak skończyłam, pomyślałam, że nada się na woreczek na robótki/torebeczkę. Ale, że woreczki/torebeczki są dwustronne a przydasi miałam jeszcze sporo, to zrobiłam drugi haft. Potem szybkie szycie i mam nowy drobiazg
To była udana niedziela. Wena znalazła ujście. Kiedy nie mogę się realizować bardzo męczy mnie psychicznie. Praca i inne obowiązki zdecydowanie utrudniają mi życie
Wena tego nie rozumie i męczy zawsze jak jestem zajęta czymś innym. Też tak macie?



Tak też tak mam:-) Ale moja wena nie kończy się takim pięknym efektem. Ale uczę się, podziwiam, poznaję …