Przyszła pora na kolejny wpis o robótkowych gadżetach. Dzisiaj kolej na tamborek kwadratowy. Mało popularny w hafciarskim świecie, do reko się zupełnie nie nadaje, ale go lubię. Jak każdy posiada wady i zalety.
1. Kształt – plus – tamborki okrągłe przy naciąganiu luźno tkanych materiałów mogą zniekształcać splot. Tutaj takie ryzyko nie występuje. Kształt tamborka jest zgodny z kierunkiem nici. Trzeba tylko pamiętać, żeby przy nakładaniu wątek i osnowa były ułożone zgodnie z bokami tamborka. Dobry jest też do haftów na grubszych tkaninach (np. sukno), które ciężko rozpiąć na klasycznym okrągłym tamborku.
2. Naciąg – tu są i plusy i minusy. Do plusów zaliczam łatwość w przesuwaniu tkaniny w miarę haftowania przy większych wzorach. Zarówno w hafcie krzyżykowym jak i w hafcie płaskim. Tkanina przytrzymywana jest nakładkami, naciskanymi na tamborek. Łatwo się je nakłada i zdejmuje a jednocześnie trzymają tkaninę w miejscu. Minusem jest luz na cienkich tkaninach. Można go zniwelować podkładając coś pod nakładki. Z braku czegoś innego pod ręką włożyłam tam kiedyś chusteczki higieniczne i tak już zostało. Sprawują się dobrze, nie są śliskie, więc nie powodują zjeżdżania nakładek z materiału, no i zawsze są pod ręką.
3. Ciężar – tu jest minus. Przynajmniej u mnie. Przy dłuższym hafcie mocno obciąża mi nadgarstek. Ale mój nadgarstek jest już uszkodzony od dawna, więc ktoś może wagę tamborka odbierać zupełnie inaczej niż ja. Jeśli jest możliwość opieram go o brzeg stołu. Niestety brzeg tamborka (na którym są zaciski mocujące tkaninę) jest zbyt gruby, żeby stabilnie zamocować go na stojaku (kolejny minus). Ogólnie bardzo go lubię i korzystam z niego pomimo kilku minusów jakie posiada.

