Pod tym hasłem odbywa się w tym roku Festiwal Koronek w Lublanie. Oczywiście nie jest to jedyny tego typu festiwal. Podobne odbywają się w Pradze czy u nas w Bobowej. Lubię brać w nich udział. Można spotkać niesamowitych ludzi, podziwiać wspaniałe prace, można też obkupić się w artykuły niedostępne na polskim rynku. Niesamowita jest różnorodność wzorów i stylów jakie prezentują koronczarki z różnych krajów. Memu sercu najbardziej bliskie jest wzornictwo rosyjskie, dlatego na festiwalach międzynarodowych w pierwszej kolejności szukam stanowisk Rosjanek. Robią z nici cuda. W ostatnich latach mało zajmowałam się koronką i zamiast jeździć na festiwale jeździłam na rekonstrukcje historyczne – zawsze była jakaś w tym samym terminie. W tym roku z powodu epidemii festiwal w Lublanie jest festiwalem wirtualnym. Koronczarki siedzą w swoich domach, ale łączymy się razem myślami plącząc nitki w tym samym czasie. Robimy zdjęcia, żeby pokazać, że jesteśmy. Kiedy prezentuję się za granicą jako Polka zawsze staram się promować coś naszego. Wczoraj założyłam więc strój krakowski – taki patriotyzm lokalny
Dzisiaj plątałam nitki już w stroju codziennym. Festiwale są bardzo potrzebne. Przybliżają koronkę ludziom. Maszyny spowodowały nieopłacalność robienia koronek ręcznych, zostali więc na tym polu jedynie miłośnicy. Oby było ich jak najwięcej
LET’S MAKE LACE TOGETHER!
