Cudowna moc bukietów

Lubicie kwiaty? A jeśli tak, to wolicie kwiaciarniane, ogrodowe czy polne? Zawodowo zawsze dostaję kwiaciarniane, chociaż większym sentymentem darzę te polne. Kiedy byłam mała rodzice często zabierali mnie na spacer na łąki za osiedlem. Lubiłam wtedy zrywać kwiaty, pleść z nich wianki i robić bukiety. Niestety sielanka nie trwała długo – miasto się rozbudowywało i w miejsce łąk szybko powstawały kolejne osiedla mieszkaniowe. Z roku na rok na łąki było coraz dalej i przestaliśmy tam chodzić. Od dziecka chciałam mieć swój ogródek i to marzenie spełniłam. Ale nigdy nie ścinam kwiatów do wazonu. Szkoda mi ich. Wolę gdy kwitną na krzaku. W sobotę pierwszy raz złamałam tę zasadę. Co roku w mojej okolicy odbywa się konkurs na najpiękniejszy bukiet. Można wpisać w google „Cudowna moc bukietów” i popatrzeć jak to wyglądało w poprzednich latach. Nigdy w tym konkursie nie brałam udziału. Ten rok jest jednak szczególny. Poproszono mnie, abym zasiadła w jury. Za bardzo kocham kwiaty, żeby odmówić ? Drugą prośbą było założenie na konkurs stroju krakowskiego. Stąd szybkie szycie fartuszka ? Mam nadzieję, że kiedyś dorobię się kompletnego stroju. Brakuje mi haftowanej bluzki, gorsetu i prawdziwych korali z krzyżem krakowskim. Małymi kroczkami, ale do przodu. Uszyłam fartuszek, więc od pasa w dół mam już wszystko. Nie wypadało jednak iść bez bukietu. Tradycja mówi, że w bukiecie powinny być kwiaty, zioła i owoce. Nie mam pola ani łąki – mam tylko mały ogródek przy domu. Postanowiłam więc zrobić bukiet z tego co akurat kwitnie w ogrodzie. Bukiet zrobiłam z hortensji, róż, hibiscusa, budlei i lawendy). Jako członek jury nie mogłam swojego bukietu dać na konkurs, więc nie musiałam trzymać się zwyczajowych reguł. A tak to wszystko wyszło ?