340. Austerlitz

Nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek pojadę na zagraniczne reko. Jako domatorka nie lubię podróżować i wystarczająco ekstremalne są dla mnie wyjazdy na odległość przekraczającą 50 km. Wyjazd za granicę nie mieścił się nawet w moich myślach. No, ale tak to jest jak się ma szalone koleżanki. Namówiły i pojechałam. Miał być bal i miała być bitwa. Bitwa w grudniu skojarzyła mi się od razu z katarem, więc uszyłam grubą wełnianą suknię i zakupiłam bieliznę termiczną – najważniejsze, żeby się nie rozchorować. Suknia egzamin zdała, ale nie mam w niej ani jednego zdjęcia. Może jeszcze kiedyś będzie okazja to ją na blogu pokażę.

Na suknię balową kupiłam biały jedwab i złote nici. Wzór do haftu oryginalny z epoki.
Haftowanie zajmowało mi jesienne wieczory a kot dotrzymywał towarzystwa 🙂 
Dzień przed bitwą na zamku w Sławkowie odbył się bal. I jak to już u mnie bywa nie zrobiłam sobie zdjęcia w nowej sukni. Na szczęście znalazłam w necie zdjęcia, na których mnie trochę widać.
foto: Pavel Devgout

Foto: Monika Banach – Kokoszka
Następnego dnia odbyła się bitwa. Bladym świtem ubrałyśmy się z koleżanką szybko i pojechałyśmy z wojskiem na manewry ( w sumie nie miałam wyjścia, bo koleżanka, z którą tam pojechałam brała udział w manewrach jako żołnierz 😉 ) Manewry i bitwa – niezapomniane. Wszystko było zorganizowane rewelacyjnie. 
Po manewrach a przed bitwą robiłyśmy sobie z koleżankami zdjęcia na tle malowniczego kościółka, ale niestety zdjęć nie dostałam. 
Ale za to w sieci znalazłam film, na którym przez moment jestem w kadrze 🙂