288. Nowa-stara maszyna

Żaliłam się mamie, że przy szyciu gorsetu maszyna mi nie chciała szyć. Przepuszczała ściegi bo było za grubo.
Jakiś czas później mama zadzwoniła z informacją, że mają dla mnie prezent. Tata coś wypatrzył i mi kupił. Ale musiałam trochę poczekać bo nie było jak tego do mnie przywieźć (ciężkie jak słoń). Aż nadszedł czas, że trafił się odpowiedni samochód i prezent do mnie dotarł.
Stary Łucznik z lat 50-tych. Był napędzany na nogę, ale poprzedni właściciel zamontował silnik. Chociaż z maszyny na nogę też bym się ucieszyła. Mogłabym szyć nawet gdy nie ma prądu, a tego typu awarie zdarzają się u mnie dość często. Jak na maszynę z lat 50-tych przystało ma tylko jeden ścieg – stębnówkę. Ale za to szyje skóry, futra i wszystkie grube materiały. Maszyna nie do zdarcia – wtedy Łucznik to była dobra marka. Uwielbiam ją i żaden gorset mi już niestraszny 🙂

Maszyna w komplecie z szafką 🙂

7 komentarzy do “288. Nowa-stara maszyna”

  1. tez mam Łucznika, ale kupionego pod koniec lat 80-tych;) szyje dosyc chimerycznie, raz jedzie idealnie, raz z niewaidomego kaprysu szyje jak chce, ale i tak dobrze ze jest 😉

  2. Też miałam takiego i lubiłam go bardzo. Ale dałam go mamie jak kupiłam sobie nową maszynę z większą ilością ściegów.

  3. Wspaniała maszyna! Lubię stare modele, były bardzo solidnie wykonane, na lata, nie to co teraz…

Możliwość komentowania została wyłączona.