Pantalony, czyli protoplasta dzisiejszych majtek. Nie miałam oryginalnego wykroju, więc radziłam sobie jak mogłam łopatologicznie.
Skroiłam tak jak współczesne spodnie, skracając je odpowiednio. Oczywiście nie mają zaszewek ani zapięcia z przodu. Trzymają się na tasiemce zawiązywanej w talii. Dołem wykończone zostały tą samą koronką, która jest przy koszulce. W koronkę wciągnięta została wstążeczka, która jest ozdobą i jednocześnie reguluje dolny obwód nogawki do obwodu nogi.
Pantalony uszyłam z bardzo delikatnego batystu, musiałam więc zabezpieczyć brzegi. Maszyny do szycia do prawda w owych czasach już były, ale miały tylko jeden rodzaj ściegu – stębnówkę. Coś trzeba było zrobić z brzegami tkaniny, a ścieg zygzakowy oczywiście odpadał. Brzegi zostały więc schowane.
Do dzisiaj trwają spory rekonstruktorek, czy koszulka była noszona na pantalony, czy też w owe pantalony była wpuszczana 😉 W sumie nie wiem jaka to różnica – i tak wszystko zakrywa halka (o halce będzie w kolejnym poście).
Jeśli macie ochotę poczytać o gorsecie, to zapraszam tu. Gorset nie jest mojego autorstwa, więc na tym blogu o nim pisać nie będę.
c.d.n.



Świetne! podziwiam Twoją pasję 🙂
Dziękuję. Chociaż tych pasji to mam chyba za dużo 😉
Piękne są! Nie mogę zrozumieć, dlaczego większość dziewczyn tak się przeciw nim buntuje 😛 Przecież pantalony są takie urocze!
Może im się kojarzą z obciachem? 😉 Albo uważają, że nie warto się męczyć z szyciem czegoś, czego i tak nie widać?
I too have made a set of these items and you have done a fine job! it is fun to make and hard to believe that ancestors when to so much trouble!
Wspaniałe!