Jesień zawsze wprowadza mnie w pewien rodzaj melancholii.
Czas przemijania jest wówczas najbardziej widoczny. Niedawno wszystko budziło się do życia, pięknie kwitło, a teraz zamiera. Na szczęście pozostawia dary, które skrzętnie gromadzę na kolejne – zimowe – miesiące. Taka moja jesienna odmiana robótek ręcznych 😉
Spiżarnia powoli się zapełnia
Parapety kuchenne przygotowują się do zimowej porcji witamin
A ja przy domowym cieście ze śliwkami myślę za jaką kolejną robótkę się zabrać 🙂
Od kilku dni mój dom pachnie winogronami i śliwkami. Uwielbiam ten zapach 🙂






Piękne zdjęcia! Ja kocham jesień i tę melancholię… Do robótek zasiąść ostatnio nie mogę, bo w pracy ogrom roboty – pisanie publikacji, podliczanie ankiet do Działu Jakości Kształcenia… Czy u Ciebie na uczelni też tak jest?…
Pozdrawiam serdecznie,
Asia
http://www.nowemijajacechwile.blogspot.com
Już nie jest. 1 października rozstałam się z uczelnią i wreszcie pozbyłam się tego uczucia wiecznie nieodrobionej pracy domowej 🙂
Oj, nie wiedziałam. Ja w ciągłym stresie żyję… dobrze to określiłaś – "uczucie wiecznie nieodrobionej pracy domowej"…
Pyszny post! 🙂 Takie ciasto ze śliwkami też czasem (jesienią) piekę 🙂
Zapach owocowych przetworów i ciast jest piękny, ciepły i niepowtarzalny. A ja się zastanawiam, czy babeczki zrobić z pigwą, dynią, jabłkami czy wszystkim po trochu 😉
Można piec przez cały rok, jeśli się posiada śliwki w zamrażarce 😉
I oślina pośród jadła z głodu padła 🙂 Rób ze wszystkim po trochu 🙂
Ach, uwielbiam śliwkowe przetwory. W poprzednim roku zrobiłam takie z gruszką i osobno z jabłkiem przypaliwszy niejeden garnek
Oo, widzę moje ulubione ciasto! Uwielbiam sezon na śliwki 🙂
dobrze wykorzystałaś dary jesieni:))
Bogato u Ciebie w dary jesieni! Pozdrawiam!
Uwielbiam ciasto śliwkowe :)) Spore te Twoje zapasy na zimę:)