Juromania to święto Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Co roku we wrześniu z tej okazji w muzeach i zamkach Szlaku Orlich Gniazd organizowanych jest mnóstwo atrakcji.
W tym roku gościłam na Zamku w Pieskowej Skale. Mam do niego sentyment, gdyż jest blisko, a ponadto najstarsza (nieistniejąca już) część zamku stała na skale zwanej Dorotką
Oczywiście wiąże się z tym również legenda a zawsze lubiłam zamkowe opowieści. A jak już jesteśmy przy legendach nie sposób nie wspomnieć, iż nieopodal zamku znajduje się skała o nazwie Maczuga Herkulesa, o której jest mowa w legendzie o Panu Twardowskim
Do Pieskowej Skały pojechałam z ekipą Teatr Tańca Terpsychora. W czasie 2 dni pokazywaliśmy tańce z XIX i początku XX wieku. Niestety pogoda sprawiła psikusa. Było bardzo zimno i wietrznie a tańczyć mieliśmy na zamkowym dziedzińcu (tam była ustawiona scena). Byłam w grupie prezentującej tańce z połowy XIX wieku, miałam więc na sobie balową krynolinę. W sobotę większość czasu spędziłam więc w garderobie, opuszczając ją jedynie na pokazy, których było kilka. Miałam co prawda pelerynkę, ale i tak było mi w niej zimno. Dopiero po powrocie do domu przypomniało mi się, że kilka lat temu szyłam gruby wełniany strój do jazdy konnej z tej epoki. W niedzielę na balową krynolinę nosiłam więc żakiet do jazdy konnej. Pasował jak pięść do nosa, ale przynajmniej było mi ciepło. Niestety w niedzielę było jeszcze zimniej niż w sobotę i zdjęcie żakietu do tańca na dziedzińcu było już prawie torturą. Na szczęście dyrekcja zamku zdecydowała się przenieść nasze tańce do środka. Część tańców pokazywana była na zamkowym krużganku w miejscu osłoniętym od wiatru, a część w galerii malarstwa angielskiego. Tam było ciepło!!! Jako, że zawsze noszę ze sobą robótkę, pomiędzy tańcami umiejscowiłam się w saloniku i skończyłam kolejny motyw haftu ![]()




