Osoby nienależące do grup rekonstrukcyjnych często pytają co robimy na rekonstrukcjach historycznych. Nie próżnujemy. Każdy z nas ma jakąś rolę do spełnienia. W zależności od odtwarzanej przez siebie postaci wykonujemy czynności, które wykonywałaby ta osoba. Żołnierze uczestniczą w inscenizacjach bitew, musztrach, pokazach, opowiadają publiczności o umundurowaniu i broni. Markietanki podają wodę na polu bitwy, znoszą rannych, zajmują się gotowaniem dla swojego oddziału.
A co robią cywile odtwarzające stany wyższe? Głównie opowiadają. O swoim stroju, o zwyczajach danej epoki, o osobie, którą odtwarzają. Wierzcie mi, jest co robić. Czasem rozmawia się z publicznością przez kilka godzin bez odpoczynku. Jeśli trafia się chwila przerwy od publiczności, również zajmujemy się czynnościami, które byłyby wykonywane w danej epoce. Zawsze zabieram ze sobą jakąś małą robótkę. Jeśli jadę jako cesarzowa albo dama dworu biorę haft lub czółenka do koronki frywolitkowej, jeśli jako markietanka – wałek z klockami. Przyjemne z pożytecznym.
Od dłuższego czasu widzę coraz większe zainteresowanie tym co robię. Jeszcze kilka lat temu słyszałam wypowiadane teatralnym szeptem „ty, ona nie udaje, ona naprawdę haftuje”, teraz coraz częściej są pytania co haftuję, jak to robię i czy mogłabym pokazać. Jako hafciarkę bardzo mnie to cieszy.
A co wyhaftowałam na ostatniej imprezie? Woreczek na suszoną lawendę. Nasze prababki wkładały takie woreczki do szaf, kufrów i szuflad komód, żeby bielizna stołowa, osobista i odzież ładnie pachniała. Przy okazji lawenda odstraszała komary i mole. I zdecydowanie pachnie piękniej niż naftalina
Foto w namiocie: Muzeum Zamek Opalińskich w Sierakowie

