Świnoujście. Ostatnio byłam tam jeszcze w poprzednim stuleciu (Ha! jak to brzmi
) ucieszyłam się więc bardzo z zaproszenia, które dostałam od Cesarza. Tradycyjnie już wcieliłam się w postać cesarzowej Józefiny. Do przejechania cała Polska, ale w miłym towarzystwie czas podróży minął szybko. Szpeju obozowego przybywa. Tym razem miałam dla siebie cały namiot (z haczykami na wieszaki), łóżko i stolik, żeby było wygodniej. Na miejsce dojechaliśmy wieczorem – w sam raz, żeby się przebrać i zdążyć na nocne zwiedzanie Fortu Gerharda po drugiej stronie rzeki. Przeprawa promowa była dodatkową atrakcją (w drodze do Świnoujścia nie korzystaliśmy z promu. Z obawy przed długą kolejką do przeprawy, wybraliśmy drogę prowadzącą przez Niemcy).Sobota była dniem oficjalnym. Zaczęła się uroczystą mszą w języku łacińskim, defiladą przez miasto i prezentacją wojsk. Trzeba było założyć coś reprezentacyjnego. Dobrze mieć w szafie sporo sukienek. Nie musiałam szyć niczego nowego
Po zakończeniu części oficjalnej powóz odwiózł nas do obozu, gdzie jednym z punktów programu dla turystów było zwiedzanie namiotu cesarza. Tu zazdrościłam wojakom, bo po zakończeniu uroczystości poszli sobie na plażę – ja na to czasu nie miałam. Turyści dopisali. Odwiedzających cesarza było bardzo dużo
Po południu miała się odbyć bitwa. Pora na zmianę sukni. W jedwabiach i diademie na pole bitwy przecież nikt nie chodzi. Cesarz osobiście nie brał udziału w bitwie. Do dowodzenia miał generałów. Trzymaliśmy się z bezpiecznej odległości od pola bitwy obserwując co się dzieje. A działo się dużo. Trzeba było zdobyć szaniec (przy okazji spaliły się jakieś budynki), znosić z pola bitwy rannych, uważać na armaty i w odpowiednim momencie zatykać uszy. Mieliśmy przy sobie kilku wojaków dla zapewnienia osobistej ochrony, ale nie przeszkodziło to wojskom pruskim w próbie porwania cesarza. Tu trzeba im oddać duże wyrazy uznania. Akcja przeprowadzona była rewelacyjnie. Nikt z nas ich nie zauważył. Na szczęście nasze wojsko okazało się wielką przytomnością i próba porwania została udaremniona. A ja będę pamiętać na przyszłość, że nie wszystko idzie zgodnie ze scenariuszem i trzeba zawsze uważać. Wisienką na wojennym torcie był okręt angielski, który miał pomóc w walce prusakom, ale się spóźnił. Nikomu nie pomógł tylko sam oberwał od naszych armat. Po bitwie nadszedł czas na odpoczynek i żarty przy kolacji. A po kolacji nocny wypad na plażę. No bo jak to tak – tyle kilometrów jechać i morza nie zobaczyć? Nie uchodzi. A godzina 23 też jest odpowiednia na wyprawę na plażę i zamoczenie palców w morskiej wodzie. Było cudownie
Dziękuję organizatorom Fort Gerharda – Muzeum Obrony Wybrzeża za zorganizowanie tak wspaniałego widowiska. Cieszę się, że mogłam wziąć w nim udział
Foto: Ermland_foto, Alfred Żurawski, Grzegorz Gawron. Ada Nosarzewska, Robert Ignaciuk, Nadia Ginalska, Bartosz Turlejski, Zuzanna Frydrych, 24kurier.pl







