Tam, gdzie po ulicach chodzą białe niedźwiedzie
, czyli moda polska i rosyjska. W okresie napoleońskim moda się zmieniała wraz z wyprawami Napoleona. Była moda włoska, grecka, egipska aż przyszła kolej na modę polską i rosyjską. Po zawarciu pokoju w Tylży Aleksander ofiarował Napoleonowi wspaniałą pelisę z soboli. Ten natomiast (jak twierdzi anegdota) podarował ją swojej siostrze Paulinie, a ta – ku oburzeniu cesarza – jakiemuś ładnemu oficerowi. W modę weszły futra: wilczury, lisy, niedźwiedzie. Zachował się „Journal des Dames et des Modes” z 1809 roku, w którym korespondent napisał: „Cudzoziemcy, którzy przybywają w tym sezonie do Paryża są bardzo zdziwieni, gdyż spotykają kobiety, których płeć zaledwie rozpoznać można po ubiorze. Tak dalece elegantki nasze są owinięte w futra z baranków, z kotów, niedźwiedzi i lisów. A wieczorem, w godzinie widowisk, gdy spieszą do opery lub na bal – nowa niespodzianka. Wszędzie wilczury, ogromne redingoty… Można by sądzić, że jesteśmy w Polsce”. Wilczury, które stały się tak modne we Francji, w Rosji natomiast były w pogardzie. Nosiła je służba, a głównie woźnice. Bogaci nosili futra znacznie lepsze. Do najbardziej wartościowych futer należały sobole. Były one tak cenne, że na Syberii zamiast pieniędzmi płacono nimi podatki.
Na podstawie: A. Banach „O modzie XIX wieku”, PIW, Warszawa 1957.
